|
Żużel - sezon 2001 "Tak niewiele brakowało..."
"Teraz albo nigdy" mawiano w Rybniku przed rozpoczęciem tego sezonu. Fraza ta oczywiście dotyczyła sprawy upragnionego awansu do żużlowej ekstraligi drużyny RKM Rybnik. Wierzyli w niego wszyscy: od zawodników, poprzez działaczy na kibicach kończąc. Nadzieje te potwierdzali żużlowi fachowcy z całej Polski: "Rybnik ma w tym sezonie najsilniejszą drużynę w I lidze" zgodnie twierdzono. Patrząc na skład RKMu na początku sezonu rzeczywiście nikt nie miał złudzeń: "oni muszą wywalczyć awans". Do swojego macierzystego klubu po paru latach przerwy wrócił bogatszy w ekstraligowe doświadczenia młody Mariusz Węgrzyk, który bezsprzecznie od razu został krajowym liderem RKMu. Zakontraktowano także zawodnika z zewnątrz: Robert Kużdżał miał zająć miejsce wyrzuconych z Rybnika Mirosława Cierniaka i Eugeniusza Skupienia. W drużynie został stary wyga Adam Pawliczek i gdyby ci trzej żużlowcy jeździli razem w jednej drużynie w swoich najlepszych latach już sami gwarantowaliby awans do ekstraligi. Niestety Kużdżał nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a Pawliczek swoje najlepsze lata ma już wyraźnie za sobą. Na szczęście Rybnik w ostatnich latach słynie z jednych z najlepszych juniorów w Polsce. Do świetnie poznanych już w zeszłym roku Rafała Szombierskiego (wracającego po kontuzji) i Romana Chromika w tym roku dołączyli Łukasz Romanek i Łukasz Szmid. Na dodatek transfery zawodników zagranicznych były chyba jeszcze lepsze niż w roku poprzednim. Do sprawdzonych już Mikaela Karlssona i Larsa Gunnestada dołączyli w tym roku Brian Karger i Craig Watson zastępując obcokrajowców, którzy się nie sprawdzili: Magnusa Zetterstroema i Alesa Drymla. Przed sezonem zrezygnowano także z usług: Eugeniusza Tudzieża, Piotra Padowskiego i Wojciecha Węgrzyna, którzy nie sprawdzili się w meczach sparingowych. Paka była więc niezła, a za jedyne drużyny, które mogły podjąć walkę z RKMem uważano Stal Rzeszów i Wybrzeże Gdańsk.
Początek sezonu wydawał się potwierdzać wszelkie przypuszczenia. RKM pewnie wygrał pierwszy wyjazdowy mecz z TŻ Opole 53:35, co dawało pewne nadzieje, że Rybniczanie wreszcie nauczyli się wygrywać wyjazdowe spotkania, czego zabrakło między innymi w zeszłym roku. Następnie przyszła kolej na mecze na własnym stadionie. Dwa zwycięstwa z GKM Grudziądz 50:40 i ze Stalą Rzeszów 49:41 jeżdżąc w składzie z czterema juniorami usadowiły RKM na drugiej pozycji w tabeli z taką samą ilością punktów, co prowadzące Wybrzeże Gdańsk. Kolejny mecz Rybniczanie mieli jeździć w Gnieźnie ale z powodu złych warunków atmosferycznych spotkanie to przełożono. Przyszło więc im po raz trzeci z kolei występować przed własną publicznością. Ponad 11 tysięcy widzów oklaskiwało zaskakująco łatwą wygraną (55:35) rybnickich żużlowców, po którym objęli samodzielne prowadzenie w tabeli (fotki z tego meczu w dziale: FOTKI/ŻUŻEL/ROW Rybnik - Wybrzeże Gdańsk 3.05.2001). W Rybniku zapanowała euforia i wszystko zdawało się iść odpowiednią drogą. Niestety 3 dni później wróciliśmy na ziemię. Co się odwlecze, to nie uciecze: niespodziewanie wysoka porażka w zaległym meczu ze Startem w Gnieźnie 35:55 pokazała, że dobrzy obcokrajowcy, juniorzy i jeden Węgrzyk to trochę za mało. Kużdżał już po raz trzeci w tym sezonie zdobył zaledwie jeden punkt i trzeba było się rozglądać za nowym zawodnikiem. Na szczęście takowego znaleziono. Rybniccy działacze zakontraktowali doświadczonego Dariusza Śledzia i to w dużej mierze dzięki niemu udało się minimalnie wygrać kolejne dwa ważne wyjazdowe mecze: z Kolejarzem Rawicz 46:44 i z ŁTŻem Łódź 47:43. W międzyczasie obie te drużyny RKM rozgromił w Rybniku odpowiednio: 62:28 ŁTŻ oraz 68:52 Kolejarza i po raz drugi w tym sezonie odskoczył rywalom w tabeli na 2 punkty. Niestety 24 czerwca znowu przyszedł słabszy dzień i cała ta przewaga została z kretesem zaprzepaszczona w Gdańsku po porażce z miejscowym Wybrzeżem 34:56, czyli o 2 punkty więcej niż wygraliśmy z nimi w Rybniku. Bilans bezpośrednich spotkań na linii Rybnik - Gdańsk stał się więc dla nas niekorzystny i RKM stracił pozycję lidera. Na szczęście już do końca rundy zasadniczej wpadki żadnej nie było i po zwycięstwach: 64:26 u siebie ze Startem, 54:36 w Rzeszowie, 46:44 w Grudziądzu i 70:20 w Rybniku z Opolem z dziesięciopunktową przewagą nad trzecią w tabeli Stalą zajęliśmy drugie miejsce ulegając jedynie Wybrzeżu bilansem bezpośrednich spotkań.
Na początek rundy finałowej Rybniczanie planowo rozgromili w Rzeszowie tamtejszą Stal 54:35, która po dobrym początku sezonu od czerwca przegrała już siódmy mecz, w międzyczasie wygrywając tylko jeden, co było głównie powodem jej kłopotów finansowych. 2 września nadszedł wreszcie ten mecz, na który wszyscy od dawna czekali. Mecz na szczycie pomiędzy drużynami bezsprzecznie najlepszymi w I lidze. Do Rybnika zawitało Wybrzeże Gdańsk, a zobaczyć ten pojedynek przyszła rekordowa piętnastotysięczna publiczność. Po raz pierwszy też od ponad dwóch lat na stadionie w Rybniku został uformowany z prawdziwego zdarzenia ponad 300-osobowy młyn kibiców, którzy niezmordowanie dopingowali do końca swoją drużynę robiąc przy tym niezapomnianą atmosferę i oprawę tego widowiska (fotki z tego meczu w dziale: FOTKI/ŻUŻEL/ROW Rybnik - Wybrzeże Gdańsk 2.09.2001). Cel był jeden: wygrać jak najwyżej, żeby w rewanżu przewagę tą utrzymać i z pierwszego miejsca awansować do ekstraligi. Niestety tego dnia żużlowcy RKMu pojechali fatalnie. Sam jeden Karlsson nie był w stanie wygrać meczu, a nawet dotychczas niezawodny Węgrzyk tego dnia zdobył zaledwie 4 punkty walcząc głównie ze słabością własnych motocykli. Pozostali niestety dostroili się do tego poziomu i przyszło nam przełknąć gorzki smak porażki w rozmiarach 40:49. W tym momencie jasne okazało się, że swojej jedynej szansy awansu Rybniczanie będą musieli szukać w barażach, bo odrobienie strat w Gdańsku wydawało się niemożliwe. W klubie zawrzało i każda kolejna porażka oznaczałaby wielkie zmiany dające się we znaki głównie po kieszeniach rybnickim żużlowcom. Na szczęście groźby te poskutkowały i RKM odniósł trzy kolejne pewne zwycięstwa: w Gnieźnie ze Startem 50:40 oraz u siebie ze Stalą 65:25 i ze Startem 70:20. O tym, co później się działo można by było napisać całą książkę. Na ostatni mecz rundy finałowej Rybniczanie jechali do Gdańska skazani na porażkę. RKM na to spotkanie awizował skład bez obcokrajowców, co wszyscy przyjęli jako rezygnacja z walki o odrobienie dziewięciopunktowej straty z Rybnika. Jak się okazało później była to zwykła zasłona dymna, która o mały włos a przyniosłaby sukces. RKM z Karlssonem w składzie sprawił ogromną sensację wygrywając w Gdańsku 49:41! Do awansu zabrakło więc jednego punktu, który w przypadku bardziej obiektywnych sędziów mógłby być z nawiązką zdobyty... Tak blisko ekstraligi Rybnik już nie był od wielu, wielu lat... Jasne więc okazało się, że w Rybniku jest naprawdę dobra drużyna, która zasłużyła na ten upragniony awans i która może z powodzeniem powalczyć w barażach. A tam na nas czekała Unia Leszno, która rok temu w barażach spokojnie poradziła sobie z GKMem Grudziądz. W tym roku jednak te potyczki przedostatniej drużyny ekstraligi z drugą drużyną I ligi wyglądały zupełnie inaczej. Ale po kolei.
Pierwszy barażowy mecz w Rybniku to było kolejne wielkie sportowe święto. 13 tysięcy widzów spragnionych emocji i wielkiego sukcesu rybnickich żużlowców zapełniło stadion przy ulicy Gliwickiej. Wspaniałą atmosferę i gorący doping zgotował "Rekinom" nie tylko ponownie uformowany około 300-osobowy młyn kibiców ale nawet cały stadion (fotki z tego meczu w dziale: FOTKI/ŻUŻEL/ROW Rybnik - Unia Leszno 14.10.2001). RKM wygrał ten mecz 49:40 i sprawa awansu przed rewanżem była otwarta. Tydzień później do Leszna wybrała się prawdziwa pielgrzymka z Rybnika. Zielono-czarny korowód 800 Rybniczan przejechał 300 kilometrów, żeby dopingować swoich pupili w walce z miejscowymi "Bykami" wprawiając tym samym gospodarzy w prawdziwe osłupienie (fotki z tego meczu w dziale: FOTKI/ŻUŻEL/Unia Leszno - ROW Rybnik 21.10.2001). Losy spotkania zmieniały się jak w kalejdoskopie i raz cieszyli się gospodarze, a raz euforia zapadała w sektorze przyjezdnych. Ostatni bieg tego meczu zadecydował, że to jednak Leszczynianie utrzymają się w ekstralidze, a nam przyjdzie na kolejną szansę czekać do przyszłego sezonu... Warto jednak zaznaczyć, że RKM awans przegrał przede wszystkim ze bzdurnymi przepisami, które zaczęły w ostatnich latach rządzić w polskim speedwayu. Przykładowo, gdyby do barażów oba zespoły przystąpiły na tej samej zasadzie obliczania limitu KSM dla całej drużyny (suma średnich zdobyczy punktowych poszczególnych zawodników z meczów z poprzedniego sezonu) to ich wynik najprawdopodobniej byłby zupełnie odwrotny.
Omawiając poczynania poszczególnych zawodników RKMu rozpocząć trzeba od Mariusza Węgrzyka. Ten zaledwie 22-letni zawodnik był prawdziwą gwiazdą naszej drużyny. Równa i wysoka forma (za wyjątkiem meczu z Wybrzeżem w Rybniku w rundzie finałowej) oraz piąte miejsce w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski spowodowało duże zainteresowanie tym zawodnikiem. Na szczęście po powrocie do Rybnika Węgrzyk ma zamiar zostać tutaj dłużej i ponownie walczyć z nim o awans do ekstraligi. Drugi z polskich zawodników - Dariusz Śledź sprowadzony do Rybnika w trakcie sezonu prawie do samego końca zmagań żużlowców wydawał się być wreszcie pierwszym polskim zawodnikiem z zewnątrz, który sprawdził się w rybnickiej drużynie. Niestety fatalna jego postawa w meczach barażowych, w których zdobył w sumie zaledwie 2 punkty przesądziła o tym, że zawodnik ten nie będzie mile wspominany w Rybniku. Co gorsza - wiele kibiców właśnie w nim upatruje głównego winowajcę przegranej walki o awans... Drugim poza Śledziem zawodnikiem, który występował w tym sezonie w barwach "Rekinów" nie będąc wychowankiem tego klubu był Robert Kużdżał. Ten transfer był jednak kompletnym niewypałem. Kużdżał wystąpił w sześciu meczach, w których w sumie zdobył 20 punktów i bez żalu w połowie sezonu zrezygnowano z jego usług. Nieco lepiej zaprezentował się Adam Pawliczek. Ten niezwykle zasłużony dla rybnickiego klubu zawodnik wyjechał dopiero po raz pierwszy na tor w połowie sezonu zastępując właśnie Kużdżała. Mimo tego, że jego zdobycze punktowe delikatnie mówiąc też nie były oszałamiające zostawił on po sobie nieco lepsze wrażenie i być może w przyszłym sezonie znowu zobaczymy go na rybnickim torze.
Z czwórki obcokrajowców bezsprzecznie najlepsze wrażenie pozostawił Mikael Karlsson, który poza ostatnim meczem barażowym nie miał właściwie słabszego dnia i był najlepiej punktującym zawodnikiem RKMu w tym sezonie. Szkoda, że po raz kolejny przepis o limicie KSM stanął rybnickiej drużynie na drodze, bo właśnie z powodu niego Karlsson nie mógł w parze startować ani z Brianem Kargerem, ani z Larsem Gunnestadem. Jedynym jego partnerem z rybnickich obcokrajowców więc mógł być Craig Watson, który jednak nie spełnił oczekiwań rybnickich działaczy i po jego trzech występach zrezygnowano z jego usług. Wspomniany Karger sezon rozpoczął fantastycznie zdobywając w pierwszych 5 meczach aż 61 punktów. Później jego miejsce zajął już Karlsson a gdy znowu dostał szansę w ważnych meczach w Gdańsku w rundzie zasadniczej oraz w pierwszym meczu barażowym w Rybniku zawiódł zdobywając jedynie odpowiednio 5 i 6 punktów. Z kolei Gunnestad występował jeszcze rzadziej niż Karger i nie jeździł tak błyskotliwie, jak on na początku sezonu ale jeździł za to równiej zdobywając średnio 9 punktów na mecz.
Oczywiście RKM był, jest i najprawdopodobniej nadal będzie kojarzony z bardzo dobrymi juniorami. U Rafała Szombierskiego już nie było widać śladów po jego ciężkiej zeszłorocznej kontuzji i po nieco słabszym początku sezonu w kolejnych meczach był niezastąpiony w drużynie. Dodatkowo wygrał on zawody o Brązowy Kask odbierając tym samym ten tytuł koledze z drużyny - Romanowi Chromikowi. Także bez Chromika nie można byłoby sobie wyobrazić rybnickiej drużyny. Mimo tego, że zdarzały mu się jeszcze słabsze występy przeważnie ten młody żużlowiec zaskakiwał rybnickich kibiców swoją spokojną i inteligentną jazdą. Po raz kolejny kłania nam się tutaj jednak nasz "kochany" przepis o limicie KSM, z powodu którego obaj ci niezwykle utalentowani i perspektywiczni żużlowcy najprawdopodobniej nie będą mogli w przyszłym roku razem występować jednocześnie w barwach RKMu, jeśli w danym meczu pojadą dwaj obcokrajowcy... Trzecią naszą perełką był Łukasz Romanek. Tegoroczny Indywidualny Mistrz Europy Juniorów także wielokrotnie udowadniał, że ma talent nie mniejszy od wspomnianej powyżej dwójki. Jego bardzo dobre występy splatały się jednak ze słabszymi, w których Romanek spalał się psychicznie, szczególnie w tych ważniejszych, jak na przykład baraże. Aby więc z niego był zawodnik z najwyższej półki trzeba go jeszcze nieco "oszlifować". Czwarty nasz junior - Łukasz Szmid po czterech pierwszych meczach, w których wystąpił został jednak odstawiony przez trenera Jana Grabowskiego na trybuny. A szkoda, bo jego talent mógł nadal się dobrze rozwijać. Szmid dostał jeszcze szansę występu pod koniec sezonu ale to już było chyba jednak trochę za późno i nie wiadomo, czy zawodnik ten w przyszłym roku nadal będzie żużlowcem RKMu. Szmid jest bowiem kolejnym naszym zawodnikiem, którego blokuje wysoki KSM. Warto jeszcze wspomnieć o Konradzie Ryszce, który mimo że nie wystąpił w żadnym ligowym meczu regularnie występował w zawodach młodzieżowych udowadniając przy okazji, że w przyszłym sezonie to on może należeć do podstawowych zawodników RKMu (jako jeden z nielicznych ma niski KSM).
Jeśli chodzi o kibiców, to tak jak powyżej wspomniałem: nareszcie po ponad dwuletniej przerwie na rybnickim stadionie uformował się młyn . I nie był to młyn byle jaki. Dofinansowanie z klubu oraz własne zrzutki pozwoliły nam na zakup takich bajerów jak: race, świece dymne, baloniki czy serpentyny. Mimo, że miało to miejsce w tym roku jedynie trzykrotnie (mecze z Wybrzeżem i Unią w Rybniku oraz wyjazd do Leszna), oprawa jaką zorganizowaliśmy budziła podziw nie tylko pośród rybnickich fanów ale dostrzegli ją także kibice z innych miast. Więcej o naszych tegorocznych "wyczynach" możecie przeczytać w dziale: RELACJE/ARCHIWUM. Miejmy jednak nadzieję, że kolejny sezon na zapleczu ekstraklasy nie zniechęci kibiców ROWu i w przyszłym roku takie 300-osobowe młyny będą częstszym obrazkiem na rybnickim stadionie. Fajnie byłoby też zaliczyć parę wyjazdów... Być może w parze razem z podwyższeniem poziomu rybnickich kibiców pójdą też sukcesy sportowe i wreszcie po 10 latach przerwy zawitamy na ekstraligowych stadionach. Tego sobie, jak i wszystkim wiernym kibicom ROWu Rybnik z całego serca życzę.
Ozi
|