|
|
|
"Lekki niedosyt"
W sezonie 1998/99 w koszykówce kobiet Rybnik reprezentowały dwie drużyny w ogólnopolskich rozgrywkach, a mianowicie KKS ColorCap Hugart Rybnik w pierwszej lidze i RMKS Rybnik w drugiej. Dla tej pierwszej był to drugi sezon w ekstraklasie. Rok wcześniej rybnickie koszykarki zajęły 8 miejsce i utrzymały się w najwyższej klasie rozgrywek. W tym sezonie cele były już nieco wyższe, a 6 miejsce, które ostatecznie wywalczyły rybniczanki w to mały postęp w porównaniu z poprzednim. Jednak działaczom klubowym, nam - kibicom, a przede wszystkim samym zawodniczkom pozostał lekki niedosyt. Przy odrobinie szczęścia mogło być lepiej...
Jednak po kolei: Początek był bardzo dobry. W czterech pierwszych spotkaniach trzy zwycięstwa i jedna minimalna porażka (z Wisłą Kraków na wyjeździe) i w efekcie 3 pozycja w tabeli! Później jednak rybniczankom przyszło grać z dwiema najlepszymi wówczas drużynami ligi (z Fotą Porta Gdynia i z Polfą Pabianice), i to na wyjeździe. Po dwóch wysokich porażkach ColorCap usadowił się w tabeli w okolicach piątego miejsca. Następnie przyszła pora na rehabilitację i rybniczanki pokonały u siebie wysoko Perfopol Starachowice 72:50. W następnym meczu minimalna porażka w Toruniu z tamtejszym AZS-em Zapolex 61:63 i nadszedł wielki dzień, a mianowicie mecz z wicemistrzem Polski - ŁKS-em Łódź. Nadkomplet widzów w rybnickiej hali obserwował pogrom faworyzowanych łodzianek i doskonałą grę ColorCap-u. Wygrana rybniczanek 78:60 mówi sama za siebie.
Początek rundy rewanżowej nie był już jednak tak udany jak na początku sezonu. Rybnicka twierdza została zdobyta i koszykarki ColorCap-u doznały pierwszej porażki u siebie - z Wisłą Kraków 61:73 (liczyliśmy na bardziej wyrównany mecz). Później było jeszcze gorzej: niespodziewana porażka w Gdańsku z tamtejszym Bick-Blackiem 78:84. Potwierdzeniem spadku formy rybniczanek było wymęczone zwycięstwo u siebie z Polonią Teoma Warszawa 78:71 (nawet na wyjeździe ColorCap wygrał z tym zespołem znacznie wyżej, a mianowicie - 83:61). Na szczęście powrót formy nadszedł jednak w miarę prędko. W następnym meczu jeszcze nie udało się wygrać (minimalna wyjazdowa porażka z faworyzowanym Polifarbem Wrocław 68:72), ale 5 grudnia nadszedł drugi w tym roku wielki dzień dla rybnickich kibiców. Po raz kolejny nadkomplet widzów stworzył wspaniałą atmosferę i oglądał wyśmienite widowisko. Oj, co się działo! Sensacyjna wygrana koszykarek ColorCap-u z ówczesnym liderem pierwszoligowej tabeli Polfą Pabianice 63:51! Przez kolejne kilkadziesiąt godzin większość rybnickich kibiców miała jeszcze chrypkę... Na tę chwilę warto było czekać! W tydzień później spotkanie znowu u siebie, tym razem z obrońcą mistrzowskiego tytułu - Fotą Porta Gdynia. Jak się można było spodziewać mecz ten oglądało jeszcze więcej zachęconych renomowanym rywalem i dobrą formą rybniczanek widzów niż w poprzednich meczach. Będę się powtarzał, ale to trzeba podkreślić: znów wspaniała atmosfera i doskonałe widowisko! Szkoda tylko, że później popsuli je sędziowie, którzy - z całą pewnością mogę to stwierdzić - wypaczyli wynik meczu (jednopunktowe zwycięstwo gdynianek 69:68), bo jakże nazwać postawę sędziów, którzy popełniali dużą ilość błędów, ale o dziwo tylko na niekorzyść koszykarek z Rybnika? A taka sytuacja przy tak wyrównanym meczu zadecydowała o ich porażce, przecież wystarczyłby jeden kosz... Kibice czuli się oszukani ("...my tu zdzieramy gardła, a wystarczyło takich dwóch bolków z gwizdkami w gębie i..."), a co mają powiedzieć koszykarki? Najwięcej pretensji do sędziów miała Ilze Ose (najlepsza nasza koszykarka), która była faulowana w ostatniej sekundzie meczu, a sędzia udawał ślepego... Z resztą po tym meczu o skandalicznym sędziowaniu pisano w gazetach i mówiono w radiu więc dajmy już temu spokój... Po tym pamiętnym spotkaniu przyszło nam przeżyć gorycz porażki w wyjazdowych spotkaniach w Starachowicach (59:62) i w Łodzi (46:71), ale zanim doszło do tego drugiego meczu rybniczanki zdołali pokonać u siebie AZS Toruń 68:58.Ostatecznie na koniec sezonu zasadniczego KKS ColorCap Hugart Rybnik zajął 6 miejsce, z tą samą punktacją, co piąty Polifarb Wrocław (decydowała różnica małych punktów, gdyż w bezpośrednich meczach także było na remis).
W rozpoczynających się 23 stycznia play-offach w ćwierćfinale Mistrzostw Polski rybniczanki spotkały się z trzecią drużyną ligi - Wisłą Kraków. Niestety, po dwóch wcześniejszych porażkach z tą drużyną także teraz koszykarki z Rybnika nie dały sobie z nimi rady i przegrały rywalizację w stosunku 0:3. Ale nie było tak źle - w pierwszym z tych meczów w Krakowie minimalnie przegrały 72:78, a jak się później okazało uległy nie byle komu...
Tak więc pozostało walczyć o miejsca 5-8. Na początek rybniczanki spokojnie rozprawiły się z AZS-em Toruń wygrywając na wyjeździe 64:61 (dopiero druga wygrana w tym sezonie w meczu wyjazdowym...) i u siebie 71:49. W tym czasie Łódzki KS także dwukrotnie pokonał Polonię Warszawa i o 5 miejsce przyszło rybniczankom potykać się właśnie z łodziankami (przypomnę: zeszłorocznymi wicemistrzyniami Polski). Niestety w pierwszym meczu u siebie ColorCap przegrał 60:61. I niestety znowu muszę ponarzekać na sędziów (jakaś plaga, czy co? Niektórzy uważali, że to spisek...). Rybniczanki w tym meczu uważane były za faworytki, i rzeczywiście - poza pierwszymi minutami to one panowały na parkiecie. W pewnym momencie prowadziły już nawet dziesięcioma punktami, ale wtedy do głosu doszli sędziowie (żal im się zrobiło?)... Robili, co mogli, aby straciły tą przewagę i... im się udało! Jak powiedział po meczu trener ColorCap-u Kazimierz Mikołajec: "... jeżeli po jednej stronie jest 18 fauli (po stronie rybniczanek, oczywiście), a po drugiej 2, no to komentarz w tym wypadku jest zbyteczny...". Ale prawdziwym majstersztykiem "panowie w czerni" popisali się w decydującej o wyniku meczu ostatniej minucie. Gdy już był wynik 60:61 w ciągu 15 sekund trzykrotnie wydali bzdurne decyzje, aby broń Boże rybniczanki nie rzuciły kosza! Po meczu ci negatywni bohaterowie tego spotkania musieli opuszczać parkiet w towarzystwie ochroniarzy, gdyż rozsierdzeni kibice sami chcieli wymierzyć sprawiedliwość... W rewanżu w Łodzi ŁKS wygrał, ale tylko 76:71 i gdyby nie sędziowie w pierwszym meczu to byłoby być może piąte miejsce, a tak trzeba było zadowolić się szóstym. Jak już wspominałem na początku czuliśmy lekki niedosyt.
Mistrzostwo Polski obroniła drużyna Foty Porta Gdynia, a w finale pokonała po zaciętym boju w stosunku 4:2 Wisłę Kraków (tą, z którą ColorCap przegrał w ćwierćfinale!). Brązowy medal zdobyła Polfa Pabianice pokonując Polifarb Wrocław.
Teraz trochę o składzie ColorCap-u. Czołowe role w drużynie odgrywały: wspominana już rozgrywająca z Łotwy - Ilze Ose, skrzydłowe Ilona Jasnowska (przed sezonem przeszła z AZS-u Toruń) i Joanna Chełczyńska (doszła w trakcie sezonu też z Torunia), dobra w obronie Monika Wołowska-Królik, center - Nelli Nevzorova (w trakcie sezonu odeszła wraz ze swym mężem, trenerem ColorCap-u - Jewgienijem Borziłowem, którego zastąpił Mikołajec - stary, nowy trener, który 2 lata temu wprowadził rybniczanki do I ligi). Ponadto dobrze spisywały się siostry bliźniaczki Milena i Magdalena Włodarskie (przeszły z Pabianic) oraz zawodniczki wieloletnie broniące barw Rybnika: Gabriela Fulbiszewska oraz center - Natalia Skrago, której podobnie jak w zeszłym sezonie pozwolono sobie pograć dopiero pod koniec sezonu, gdy przyszedł nowy trener. Ponadto grały: skrzydłowa Ukrainka Elena Gavryłova, która miała może 2-3 mecze bardzo dobre (wspaniałe rzuty "za 3" z 9 metrów!), lecz w pozostałych grała przeciętnie, a na dodatek w połowie sezonu złapała kontuzję oraz najwyższa w Rybniku - center - Ewa Rucińska (ostatnio - Stilon Gorzów), która większość sezonu przesiedziała na ławce rezerwowych.
Tak więc 6 miejsce w końcowej klasyfikacji o tytuł Mistrza Polski zespołu z Rybnika w sezonie 1998/99 był postępem w porównaniu z poprzednim sezonem o dwa miejsca. Oczekiwaliśmy może trochę więcej, ale w tamtym momencie my - kibice mieliśmy nadzieję, że jeżeli nadal zespół byłby tak wzmacniany, jak miało to miejsce przed tym sezonem to być może taki postęp będzie kontynuowany i w przyszłym roku będzie półfinał... Mieliśmy rację!
| ||